Salon SexyUroda.pl
Kabacki Dukt 2/4
02-798, Warszawa
Zamówienia telefonicznie i GG przyjmujemy w godz: Pon-Pt 09:00 - 22:00, a Sob-Nd 10:00 - 18:00. Poprzez formularz sklepu SexyUroda.pl oraz mailowo - 24 h/dobę.
Telefon:
512 109 807
(22) 304 71 13
E-mail: Napisz do nas
GG: 3280078
Formularz kontaktowy
Orgasm Control+ Gel 150ml - Lubrykant Opóźniający i Powiększający Wytrysk
Penilarge+ Gel 150ml - Efektywne Powiększenie
K2 Pheromones - 50ml - Olejek z Feromonami
Orgasm Control+ Gel 150ml - Lubrykant Opóźniający i Powiększający Wytrysk

Feromony w mediach

Publikacje o feromonach

 

Od lat wiele mówi się oraz pisze na takie tematy jak feromony, perfumy feromonowe. Powstało na ten temat wiele publikacji i istnieje wiele opinii w świecie nauki. Niewątpliwie feromony istnieją i działają na naszą podświadomość. Ze wszystkich badań płynie jeden niepodważalny wniosek, feromony to jedna z najsilniejszych, pierwotnych form komunikacji.

 

 

Zmysły. Węch. Narząd wyczuwający feromony

 

Gazeta Wyborcza

12.12.1998

Autor: Artur Włodarski

 

Choć nie ma dnia, by naukowcy nie zadziwiali jakimś nowym odkryciem, to tym razem wydaje się, że naprawdę przesadzili. Twierdzą, że mamy organ płciowy w nosie. Ale to wcale nie żart - zapewnia prof. anatomii - David Berliner. - Każdy z nas posiada ten niezwykle czuły narząd. Mieści się w przegrodzie nosowej i odpowiada za nasze reakcje seksualne.

Do tej pory sądzono, że narząd nosowo-lemieszowy, zwany też w skrócie VNO (od organum vomeronasale), występuje tylko u zwierząt. Opisano go np. u myszy polnej, chomika, oposa, szczura. Ssaki te wydzielają feromony (najczęściej są to substancje z grupy sterydów, alkaloidów i białek) służące do przekazywania informacji innym przedstawicielom tego samego gatunku. VNO umożliwia im zaś odczytywanie tych informacji. Dzięki niemu orientują się, który samiec szuka partnerki, która samica przechodzi owulację albo też, do kogo należą pozostawione bez opieki małe.

 

To nie mieściło się w głowie

Zadziwiające, że pierwsza wzmianka o istnieniu VNO u ludzi pochodzi sprzed trzystu lat. Na następną trzeba było czekać aż do 1930 r. Wówczas to jeden z bardziej znanych lekarzy zanotował, że narząd nosowo-lemieszowy jest atawizmem i występuje tylko w życiu płodowym człowieka, potem zaś ulega uwstecznieniu.

Pogląd ten uległ zmianie dopiero dziesięć lat temu. Biolog David Moran z University of Pensylvania w Filadelfii oraz laryngolog Bruce Jafek z University of Colorado w Boulder przebadali kilkadziesiąt osób i wykazali, że VNO występuje u każdego (co ciekawe, dokonali tego posługując się wyłącznie wziernikiem). Inni uczeni wzruszyli na to ramionami. - Cóż z tego - mówili - skoro narząd nosowo-lemieszowy jest nieczynny i nie ma z niego żadnego pożytku.

 

Okazało się, że byli w błędzie

- To było pod koniec lat 80. - wspomina Berliner. - Robiłem ekstrakty z rozmaitych wydzielin gruczołów skórnych. Pewnego dnia spostrzegłem, że ze mną i z innymi pracownikami laboratorium dzieje się coś dziwnego. Gdy tylko otwierałem jedną z probówek - wszyscy wpadaliśmy w błogi nastrój.

 

A jednak to działa

"Czarodziejski" specyfik przywabił do pracowni Berlinera psychologa Luisa Monti-Blocha z Uniwersytetu Utah w Salt Lake City. - Luis wpadł na genialny pomysł - mówi Berliner. Zaproponował, żeby sprawdzić, czy bezwonny ekstrakt pobudza komórki VNO. Uczeni podłączyli elektrody i otworzyli probówkę. Reakcja była natychmiastowa - napięcie mierzone na powierzchni komórek gwałtownie wzrosło, gdy zaś badanej osobie podsuwali inne substancje, np. aromatyczny olejek goździkowy - napięcie powierzchniowe nie ulegało zmianie. Zupełnie inaczej zachowywały się komórki nabłonka węchowego - nie reagowały na bezwonny ekstrakt, za to pobudzały je nawet znikome ilości substancji zapachowych.

- Widać więc, że narząd nosowo-lemieszowy, choć leży w nosie, nie ma nic wspólnego z węchem, a pobudzające go substancje nie są substancjami zapachowymi. Całe doświadczenie powtórzyliśmy wielokrotnie. Z czasem okazało się, że substancje pobudzające VNO można podzielić na męskie i żeńskie: te, które pobudzają kobiety, nie działają na mężczyzn, i odwrotnie. Wniosek mógł być tylko jeden: narząd nosowo-lemieszowy działa, a to oznacza, że mamy szósty zmysł! - konkluduje Berliner.

- A więc człowiek wydziela feromony i reaguje na nie podobnie jak zwierzęta. To wstrząsające odkrycie - komentuje Robert Taylor w ostatnim "New Scientist". - Oznaczać może, że niektóre teorie tłumaczące nasze reakcje seksualne trzeba będzie zweryfikować. Nie uwzględniono w nich istnienia narządu mającego ogromny wpływ na nasze postępowanie; fascynacja drugą osobą, zasady doboru partnera, cała sfera życia płciowego mają najprawdopodobniej bardziej fizjologiczne podłoże, niż sądzono. Dalsze badania powinny wyjaśnić, na ile VNO nami rządzi.

 

Ale w jaki sposób to na nas działa?

Wiadomo, jak ogromną rolę narząd ten pełni u zwierząt. Samce motyla - brudnicy nieparki kopulują z każdym podsuniętym im przedmiotem (nie wyłączając liścia, chusteczki do nosa czy bibułki od papierosów),

skropionym feromonami samicy. Ciężarne myszy ronią, jeśli "poczują zapach" moczu samca nie będącego ojcem ich dziecka.

Wydaje się, że ludzki VNO jest nie mniej czuły od zwierzęcego. Świadczy o tym choćby eksperyment opisany w "Journal of Steroid Biochemistry and Molecular Biology". Miliardowa część grama pewnego syntetycznego sterydu (PDD) rozpylonego tuż przed nosem mężczyzny wystarczyła, by badany w ciągu minuty uspokoił się i odprężył. Przez kolejnych sześć godzin poziom testosteronu (męskiego hormonu płciowego) w jego krwi utrzymywał się na obniżonym poziomie. Jak to się dzieje, że tak znikome dawki wywołują tak wyraźne reakcje? Impulsy płynące z VNO pobudzają podwzgórze, część mózgu pełniącą ważne funkcje wydzielnicze. U zwierząt podwzgórze steruje odżywianiem się, rozmnażaniem, rywalizacją o samicę, zachowaniem seksualnym, odpowiada za takie emocje, jak zadowolenie, złość czy strach.

 

Na tym można zbić fortunę

Ludzkie feromony czeka zawrotna kariera. Nigdy wcześniej nie mieliśmy sposobności manipulowania pracą mózgu tak subtelnymi metodami - twierdzi Berliner, który węsząc świetny interes porzucił pracę na uniwersytecie i założył Pherin Corporation, firmę mającą produkować lekarstwa i kosmetyki. - Nie będę pierwszy. Na rynku są już dwa specyfiki produkowane na bazie sterydów: Realm Men - dla mężczyzn i Realm Women - dla kobiet. Większe nadzieje wiążę z lekami.

Za pomocą sztucznych feromonów będzie można leczyć tak różne choroby, jak rak prostaty, przewlekła depresja czy napięcie przedmiesiączkowe. Znacznie prościej, znacznie szybciej, taniej i bezpieczniej. Brak kontaktu z krwią (nowe leki będą aplikowane do nosa) zminimalizuje niebezpieczeństwo skutków ubocznych. Pierwsze próby dały bardzo zadowalające rezultaty - powiedział wsiadając do czerwonego rolls-royce'a. Wyniki dotychczasowych badań musiały zrobić wrażenie na inwestorach, skoro Berlinerowi udało się wyciągnąć od nich przeszło 9 mln dolarów na dalsze prace. Zdaniem Roberta Taylora biznesmeni, którzy postawili na feromony, nie wiedzą jeszcze, że zrobili życiowy interes.

 

 

 

Sztuka kochania

 

Newsweek Polska

Numer 32/07

Autor: Agnieszka Fedorczyk

 

Dobrać się w pary, kochać i czuć się kochanym, iść razem przez życie i jeszcze się przy tym nie znudzić. Bajka? Wcale nie. Wystarczy w miłość wpleść nieco logiki.

Oszukujemy się, chcąc widzieć w partnerze kogoś innego, niż jest naprawdę. Nie potrafimy go dobrze ocenić. Angażujemy się w związki, które z czasem okazują się całkowicie chybione. Porażki, jakie nas potem czekają, wynikają stąd, że sterują nami hormony, feromony i geny. To one dają o sobie znać, gdy szukamy kandydata do miłości aż po grób. Z punktu widzenia biologii cel jest bowiem zupełnie inny niż nasz - mamy wydać na świat zdrowe, dorodne potomstwo. Miłość nie ma tu żadnego znaczenia.

 

Skoro niepohamowane siły natury pchają nas w ramiona możliwie najlepszego biologicznie samca lub samicy, to czy jesteśmy skazani na związki nieudane pod względem potrzeb emocjonalnych bądź intelektualnych? Niekoniecznie. Jest jednak pewien warunek - musimy być świadomi zagrożenia, zaś kluczem do sukcesu jest poznanie samego siebie i racjonalne podejście do poszukiwania odpowiedniego partnera - twierdzi prof. Alexander Avila, amerykański psycholog i autor książki "LoveTypes" ("Typy miłosne"), która w USA już stała się bestsellerem, a u nas ukaże się we wrześniu. Jego zdaniem nieudane związki biorą się niemal wyłącznie stąd, że ulegamy naturze i najzwyczajniej w świecie źle szukamy.

 

Jednocześnie uczony pozbawia nas złudzeń - by znaleźć drugą połowę, emocje, choć potrzebne, trzeba odłożyć na bok. Przy wyborze partnera powinniśmy kierować się chłodną kalkulacją. Przynajmniej na pewnym etapie poszukiwań. Czy nam się to podoba, czy nie, pozbawiona elementu logiki miłość daje marne szanse na wspólne doczekanie sędziwego wieku.

 

- Wybór partnera to bardzo złożony proces, którego większa część odbywa się poza naszą świadomością - słusznie zauważa prof. Martie G. Haselton z ośrodka badań nad zachowaniem, ewolucją i kulturą Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Ogromną rolę w podejmowaniu tej decyzji odgrywa czysta biologia, czyli ewolucyjne dążenie do przekazania własnych genów.

 

Dlatego mężczyźni dążą do znalezienia partnerek ładnych i młodych, bo cechy te są obietnicą płodności. Kobiety zaś szukają partnerów z wysoką pozycją społeczną i zasobnym portfelem, którzy zapewnią byt im i potomstwu. Aby odnieść sukces reprodukcyjny, kobiety muszą być znacznie bardziej wymagające niż mężczyźni, bo dla nich zły wybór oznacza w biologicznym sensie większą katastrofę. One przez dziewięć miesięcy noszą bowiem w swoim łonie dziecko, a ciąża, choć jest stanem naturalnym, to jednak nadweręża organizm przyszłej matki. Oni dają jedynie plemniki, nic ich to nie kosztuje.

 

Współcześnie wskaźnikiem zdolności mężczyzny do dostarczania niezbędnych dóbr są w naszej cywilizacji cenione przez kobiety perspektywy finansowe, podobnie jak wśród Eskimosów największe powodzenie mają zręczni łowcy fok. Pomimo zróżnicowania kulturowego oczekiwania ludzi - od Ameryki po Zambię - są niemal identyczne. Już pod koniec lat 80. potwierdził to prof. David Buss w największych badaniach przeprowadzonych z udziałem ok. 10 tys. osób z 37 krajów (w tym Polski) i ze wszystkich kontynentów.

 

Kierując się przy wyborze partnera takim cechami, jak uroda czy pozycja społeczna, mamy jeszcze jakiś wpływ na to, kto nim będzie. Gdy jednak do głosu dochodzi czysta chemia, to znalezienie właściwej (w sensie trwałości związku) osoby jest całkowicie niezależne od naszej świadomości. Kluczową rolę pełni w tym wypadku układ zgodności tkankowej MHC (ang. major histocompatibility complex), tj. tworzące go białka odpowiedzialne za odporność organizmu, czyli zdolność do walki z chorobotwórczymi patogenami. Im bardziej odmienny zestaw białek MHC ma kobieta i mężczyzna, tym zdrowsze spłodzą potomstwo. O tym, jakie białka powstaną w naszym organizmie, decydują geny. A już od dawna wiadomo, że im większa różnorodność genów dwojga ludzi, tym mniejsze ryzyko chorób i wad u ich dzieci. (Dlatego właśnie bliscy kuzyni nie powinni zawierać małżeństw).

 

 

Romantyzm i rozwaga

Natura tak to urządziła, że odpowiedniego partnera (dysponującego możliwie różnym od naszego zestawem MHC) wyczuwamy dosłownie za pomocą nosa. W słynnym eksperymencie podkoszulkowym uczestnicy wybierali najbardziej ich zdaniem atrakcyjnych partnerów na podstawie zapachu podkoszulka noszonego wcześniej przez płeć przeciwną. Przeważająca większość wybierała osoby o najbardziej odmiennym składzie białek.

 

Harmonijne pożycie okażą się bliskie zeru. Zatem w trakcie owulacji lepiej wstrzymać się z szukaniem ideału. Oprócz MHC sterują nami także hormony. Okazuje się, że atrakcyjność obojga płci zależy od tego, w jakim momencie cyklu miesięcznego jest kobieta. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego wynika, że im bliżej owulacji, tym płeć piękna jest bardziej ponętna dla panów. Natomiast panie w tych dniach cyklu łaskawszym okiem patrzą na mężczyznę, który przekaże zdrowe geny, nawet jeśli jest zwykłym mięśniakiem. W pozostałych fazach cyklu bardziej interesującymi są dla nich panowie o łagodnym, opiekuńczym, mniej męskim usposobieniu. Im bliżej owulacji, tym bardziej atrakcyjny jest zapach osobnika o najbardziej odmiennym MHC.

 

Biologia z nas drwi. Kiedy hormony działają, zdrowy rozsądek zanika, a wtedy wykształcenie, pochodzenie, upodobania, system wartości nie grają roli; kobiecie może wydać się atrakcyjny zapach mężczyzny, niepasującego do niej emocjonalnie i intelektualnie. I o ile jest wielce prawdopodobne, że dzieci spłodzą rumianie zdrowe, to szanse na harmonijne pożycie okażą się bliskie zeru. Zatem w trakcie owulacji lepiej wstrzymać się z szukaniem ideału.

 

 

 

Sopot tętni miłością i seksem

 

Dziennik.pl

2006-08-04

 

Jeśli chcesz zakosztować prawdziwej miłość bądź przeżyć seks życia jedź do Sopotu! - radzi "Fakt". Gazeta przeprowadziła badania, które wykazały, że właśnie w tym nadmorskim kurorcie atmosfera jest najgorętsza.

 

Co sprzyja miłości w Sopocie? Przede wszystkim słońce. A to grzeje tu przez 140 dni w roku! "Duża dawka promieni pobudza produkcje hormonów płciowych w przysadce mózgowej. A ta produkuje więcej fenyloetyloaminy, czyli hormonu miłości" - tłumaczy seksuolog dr. Stanisław Dulko. Organizm wytwarza też feromony, które pobudzają i zachęcają do takich uniesień. Na emocje pobudzająco działa też fosfor, którego pełno jest rybach, a które wczasowicze w Sopocie jedzą na potęgę. To wszystko za dnia. A nocą...

Budzą się demony. Bo Sopot to nie tylko dobre jedzenie i widoczki. To też mnóstwo klubów i dyskotek. W rytmie disco łatwiej o zbliżenie. Gorąca atmosfera rozpala wszystkich. Dla ochłody zaś nie ma nic lepszego niż spacer. Bo i morze rozwija wyobraźnię i sprzyja fantazjom na plaży. Po zmroku łatwo potknąć się o splątane erotycznym uniesieniem ciała. Sopocki piasek widział narodziny niejednej gorącej miłości...

 

 

 

Sygnały Miłości

 

Tygodnik Wprost

Numer: 7/2000

Autor: Ewa Grzeszczuk

 

O atrakcyjności seksualnej - zdaniem naukowców - nie decydują uroda czy inteligencja, lecz feromony wydzielane przez wszystkie zwierzęta w celu zwabienia partnera. Ich obecność u ludzi wykryto w latach osiemdziesiątych. W zależności od wieku, płci, flory bakteryjnej oraz czynników genetycznych każdy ma niepowtarzalny zapach, który nieco się zmienia pod wpływem nastroju, sposobu odżywiania, stanu zdrowia danej osoby i pracy układu hormonalnego.

 

Magiczne feromony

Martha McClintock z uniwersytetu w Chicago sporządziła komputerowy model zachowań żyjących razem lub jedynie oddychających tym samym powietrzem szczurzych samic. Następnie przeprowadziła eksperymenty z kobietami. 29 kobiet w wieku od 20 do 32 lat przez cztery miesiące nie używało żadnych perfumowanych kosmetyków, a pod pachą nosiło waciki. Potem te waciki dawano do powąchania 20 innym kobietom, które twierdziły, że nie czują żadnego zapachu. Wkrótce zaczęły reagować jak samice szczurów - jeśli wacik pochodził od kobiety przed owulacją, przyspieszały swój cykl; jeśli właścicielka wacika była po owulacji, ich cykl opóźniał się. Eksperyment ten jest pierwszym niepodważalnym dowodem na istnienie feromonów w organizmie ludzkim.

 

Najważniejszym nośnikiem zapachu jest pot. Przedostając się na powierzchnię ciała, wysyła sygnały o różnym natężeniu - m.in. feromony, które są substancjami hormonopodobnymi. Mogą one powodować zmianę zachowania potencjalnego partnera, wpływać na jego uczucia, a nawet funkcjonowanie przewodu pokarmowego. Za pozytywne reakcje u płci przeciwnej odpowiedzialny jest feromon o nazwie androstenol. Organizm zaczyna go wytwarzać dopiero podczas dojrzewania (najwięcej zaś około dwudziestego roku życia). Mężczyźni produkują go dwa, trzy razy więcej niż kobiety. Przeprowadzono eksperyment, podczas którego badani podejmowali decyzje w maseczce kosmetycznej na twarzy. Doświadczenia odbywały się w dwóch turach - za każdym razem uczestnikom pokazywano te same zdjęcia kobiet, mężczyzn, zwierząt, drzew i budynków, ale nie poinformowano ich, że w drugim etapie maseczki nasączono niewielką ilością androstenolu. Ocena budynków, drzew i zwierząt niewiele się wówczas zmieniła, ale zarówno mężczyzn, jak i kobiety uznano za bardziej wrażliwych, lepszych, inteligentniejszych, atrakcyjniejszych i bardziej godnych zaufania. Pozytywny wpływ tego feromonu na kontakty z klientkami zauważyli również sprzedawcy sklepowi. Androstenol zdaje się sprawiać przyjemność nie tylko kobietom, ale również ludziom starszym, powodując zmiany w ich zachowaniu podczas zakupów. Nic dziwnego, że wzbudził on zainteresowanie producentów kosmetyków. Dodaje się go na przykład do specjalnych rodzajów perfum. Przyjemność ta nie jest jednak tania: gram androstenolu kosztuje 6-12 tys. zł.

 

Mniej entuzjastyczne reakcje wywołuje męski feromon androstenon - kwint- esencja agresji i dominacji. Amerykański patolog kryminalny wykrył dużą jego ilość w próbkach moczu dyrektora zakładu penitencjarnego i więźniów zamieszkujących cele, w których szczególnie często dochodziło do konfliktów. Wyniki badań nad tym feromonem przyniosły jednak znaczne korzyści przemysłowi meblarskiemu. Okazało się bowiem, że kobiety chętniej siadają na krzesłach nim spryskanych. Naukowcy doszli na tej podstawie do wniosku, że panie czują się na nich bezpiecznie. Eksperyment ten powtórzono z budkami telefonicznymi. Uczestniczki testu nie tylko wybrały budki pachnące androstenonem, ale również rozmowy w nich trwały znacznie dłużej niż normalnie. Natomiast mężczyźni unikali raczej spryskanych obiektów. Jaki z tego wniosek? Woleli ustąpić pola na zajętym już terytorium, którego "właścicielem" jest prawdopodobnie ktoś "silniejszy" od nich. Panowie chętnie wszak używają wody kolońskiej z androstenonem, by zdobyć respekt. Pomysł, aby spryskać nim napomnienia dotyczące spłaty długu, został już nawet opatentowany. Okazało się bowiem, że dzięki temu pieniądze można odzyskać łatwiej i znacznie szybciej. Odbiorcy ponagleń nieświadomie zakładają, że zostały one wysłane przez osobę dominującą, agresywną i zdecydowaną na wszystko. Wpływ feromonów na kobiety badała Astrid Jütte z wiedeńskiego instytutu Ludwiga Boltzmanna. Seria eksperymentów wykazała, że niezbyt przyjemny zapach androstenonu podoba się kobietom w dniu owulacji, czyli w momencie idealnym do zapłodnienia. Mniej entuzjastycznie reagują na niego panie zażywające pigułki antykoncepcyjne. Wpływ tych środków na percepcję feromonów zauważył również zoolog Claus Wedekind, który badał zależności między zapachem a cechami układu immunologicznego (szczególnie tzw. MHC, czyli głównym kompleksem zgodności tkankowej). Eksperymenty wykazały, że kobietom na ogół podobały się zapachy mężczyzn o cechach immunologicznych różnych od ich własnych. W ten sposób wybierały najlepszego partnera pod względem genetycznym. Natomiast panie stosujące pigułki antykoncepcyjne wolały raczej mężczyzn z podobnym układem immunologicznym.

 

Nie należy jednak liczyć na to, że uda nam się "wywąchać" idealnego partnera. Feromony pozwalają raczej uniknąć związku z nieodpowiednim mężczyzną, niż znaleźć księcia z bajki. Bettina Pause z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kilońskiego przeprowadziła eksperymenty, podczas których za pomocą elektroencefalografu badała aktywność mózgu ich uczestników w czasie wąchania innych osób. Badania te potwierdziły, że w pary dobierają się osoby o różnym MHC. Im większe podobieństwo genów MHC, tym większe prawdopodobieństwo spokrewnienia, a to negatywnie wpłynie na przyszłe potomstwo.

 

Zachwiania hormonalne (spowodowane m.in. stosowaniem pigułek antykoncepcyjnych) decydują nie tylko o percepcji feromonów. U kobiet w zależności od dnia cyklu miesiączkowego zmienia się też stężenie zapachowych składników wydzieliny pochwowej. Bettina Pause przebadała reakcję 106 mężczyzn na zdjęcia różnych pań oglądane w pomieszczeniu, do którego wpuszczała na zmianę mieszankę aromatycznych składników wydzieliny pochwowej i parę wodną. Okazało się, że mężczyznom bardziej podobały się fotografie nawet niezbyt atrakcyjnych pań, jeżeli prezentacji towarzyszył damski zapach. Nieistotne było natomiast, dla której fazy cyklu miesiączkowego był on charakterystyczny. Ponadto panowie stawali się bardziej wrażliwi na erotyczne bodźce. Dla wielu kobiet atrakcyjniejsi są mężczyźni na stanowiskach kierowniczych. Istnieje teza, że wzrost pewności siebie powoduje u panów zmiany hormonalne, pozytywnie odbierane przez płeć przeciwną. Nie wiemy jeszcze, który nasz organ jest odpowiedzialny za rozpoznanie chemicznych sygnałów, jakimi są feromony. Zdaniem kilku naukowców (m.in. odkrywcy feromonów Davida Berlinera), jest to tzw. VNO, czyli znajdujący się w nosie organ feromenazalny. Ale badacze mają kłopoty z jego wskazaniem. Thomas Hummel z uniwersytetu w Dreźnie przebadał 180 osób - VNO znalazł jedynie u 60 proc. z nich. Organ ten ma półtora centymetra, prawdopodobnie znajduje się w jednym nozdrzu (a nie - jak się zakłada - w obydwu) i najaktywniejszy jest u niemowlaków. Z czasem jednak jego połączenia nerwowe z mózgiem zanikają. U zwierząt VNO odkryto już w 1811 r. To właśnie dzięki niemu są one w stanie identyfikować oznakowane terytorium. Organ ten jest szczególnie aktywny u węży wykorzystujących go podczas wyszukiwania zdobyczy. Badania wykazały, że węże, którym go usunięto, nie były w stanie samodzielnie się wyżywić. Mechanizm feromonalny dzików nieświadomie wykorzystywany jest od wieków. Nieznaczną ilość androstenonu (odgrywającego pewną rolę w zalotach tych zwierząt) można znaleźć również w truflach. Dzięki temu locha, szukając partnera, wskazuje miejsca obfitujące w ten przysmak. Feromony znalazły też zastosowanie w rolnictwie (zaczęto je wykorzystywać do ochrony zbiorów), a hodowcy bydła od lat za ich pomocą skłaniają krowy i byki do spółkowania.

 

 

 

Fragment artykułu "Magnetyzm Ciała"

 

Magazyn Przekrój Nauki

Autor: Aleksandra Kowalczyk

 

"...Biologia biologią, ale wszyscy wiemy, że w kontaktach damsko-męskich zdarza się jednak czasem także boska chemia, która nieubłaganie przyciąga nas do siebie. Jedno elektryzujące spojrzenie i już gotowi jesteśmy ulec namiętności, choćby i tu, na miejscu. Ciekawe, że u kobiet pojawia się to zazwyczaj podczas płodnych dni cyklu. Wtedy - i to też nie jest przypadek - panie najczęściej angażują się w przelotne romanse.

Ale nie spojrzenie jest temu winne, lecz raczej pociągnięcie nosem - poprawią nas naukowcy, którzy kilka lat temu ogłosili odkrycie w przegrodzie nosowej... jeszcze jednego organu płciowego. Niesmaczny żart? Niekoniecznie. Chodzi bowiem o niezwykle czuły narząd lemieszowo-nosowy (wychwytuje obecność w powietrzu substancji w stężeniu jedna cząstka na sto miliardów innych), który pozwala nam odbierać sygnały pozawerbalne od płci przeciwnej i odpowiada za nasze reakcje seksualne. Narząd ten nie ma nic wspólnego z węchem, ponieważ nastawiony jest wyłącznie na tropienie substancji chemicznych zwanych feromonami.

 

Ten szósty zmysł informuje zwierzęta między innymi o tym, który samiec szuka partnerki i która samica przechodzi owulację. U ludzi działa on podobnie, choć jego komunikaty nie są aż tak czytelne. Wystarczy jednak jedno pociągnięcie nosem, aby poczuć... miłość od pierwszego wejrzenia.

 

O tym, jak feromony działają na nasz gatunek, świadczy przypadek odkrywcy tych tajemniczych substancji. Profesor David Berliner, który w latach 70. badał ludzkie wydzieliny skórne, odczuł ich działanie na sobie: kiedy w jego laboratorium otwierano probówkę z niektórymi rodzajami sterydów, alkaloidów i białek, on i jego asystenci przeżywali chwile absolutnej błogości lub gwałtownej i nieuzasadnionej złości.

Dzięki długoletnim badaniom stało się jasne, że substancje te uruchamiały lawinę gwałtownych reakcji, kiedy docierały właśnie do narządu lemieszowo-nosowego, a stamtąd do podwzgórza, części mózgu sterującej zachowaniami seksualnymi i emocjami. To dzięki tym sygnałom potrafimy się poruszać w labiryncie damsko-męskich niedomówień..."

 

 

 

Jak uwodzić

 

Gazeta Wyborcza

Autor: Marta Kawczyńska

 

Amerykanie wyprodukowali perfumy z kropelkami kobiecego potu. Efekt? Ich użytkowniczki nie mogą opędzić się do wielbicieli.

 

A wszystko za sprawą tajemniczej substancji o nazwie Atena Feromon. Naukowcy z Harvard University nie chcą zdradzić jej składu. Mówią jedynie, że opracowali ją, wykorzystując kropelki kobiecego potu: - Wyodrębniliśmy z nich kilka charakterystycznych feromonów i dodaliśmy je do klasycznych perfum, takich jakie można dostać w każdej drogerii.

 

Potem naukowcy wybrali 44 studentki i pracownice uczelni i wręczyli im po flakonie perfum. Przez sześć tygodni kobiety używały ich, nie wiedząc, w co zostały one wzbogacone. Rezultat doświadczenia okazał się niesamowity. 68 proc. uczestniczących w badaniu pań twierdzi, że zauważyło "gwałtowny" wzrost zainteresowania swoją osobą ze strony mężczyzn. Trzy czwarte samotnych kobiet znalazło partnerów. Jedna trzecia pań uczestniczących w doświadczeniu skarżyła się nawet, że "randki kończyły się niemoralną propozycją". - Owszem na człowieka tak jak i na inne zwierzęta działają feromony, ale do doświadczenia podchodziłbym sceptycznie. Myślę, że po prostu na panów działa widok, obecność kobiety, dopiero potem sam zapach perfum - mówi Maciej Farski z Cosmopolitan Cosmetics, firmy produkującej kosmetyki.

 

Okazuje się, że temat perfum wśród badaczy jest ostatnio modny. Francuzi np. opracowali zapachową mapę świata. Wynika z niej, że Amerykanki gustują w woniach słodkich, mocnych, które robią wrażenie. Japonki lubią zapachy ulotne i delikatne. Francuzki to zwolenniczki perfum dyskretnych, Angielki gustują w nutach klasycznych, ziołowych z dominacją lawendy. Niemki natomiast stawiają na trwałość perfum. Co do Polek Francuzi mówią o nas, że jako konsumentki nie mamy sprecyzowanego gustu.

 

Jednak Małgorzata Modzelewska, współwłaścicielka warszawskiej perfumerii Tosca ma co do Polek własne obserwacje: - Wszystko u nas zależy...od koloru włosów. Blondynki wybierają zapachy kwiatowe z tzw. zielonej linii, brunetki lubią piżmo. Najgorzej jest z rudowłosymi kobietami. One są bardzo kapryśne. Potrzebują czegoś naprawdę oryginalnego, inaczej nie mogą się zdecydować - mówi.

 

Okazuje się, że i Polacy mają sprecyzowany gust. Zdaniem Modzelewskiej do ich ulubionych należą korzenne, pieprzne lub tytoniowo-barowe zapachy."